maj 19 2010

jestem:)


Komentarze: 6

Duzo sie dzialo.

 

Po pierwsze na weekend bylam u JFK pod Poznaniem. Chlopy w sobote pojechaly na mecz, a my walczylysmy z dziecmi. Jak juz zasnely, wrocili nasi kibice. Jak zwykle na gotowe. Wieczorkiem siedzielismy przy flaszeczce. Slubni padli, tzn zasneli przy stole, a my troche dluzej wytrzymalysmy. Obgadalysmy co i kogo sie dalo i o 2.00 w kimono.

 

W niedziele pogoda sprzyjala, to na Malte do zoo. Dzieciaki mialy atrakcje. Miszelin obudzil sie jak wychodzilismy:) Moze nastepnym razem zalapie sie na slonie,, tygrysy i inne gady. Jeszcze szybka kawka u szwagra i do moich Rodzicow na obiad.

 

Po drugie zostalam tydzien u Rodzicow. O dziwo Tata nie przyplacil tej wizyty kolejna arytmia.

 

Pogoda nie bardzo, ale przed i popoludniu dalo sie wyjsc z dzieciarnia na dwor. I to chyba Tate ocalilo:)

 

Umeczylam sie jak wol. Pobudka Miszelina o 6.00, albo i wczesniej. Tata staral sie go zajac jakos, ale nie "mama" i "mama". Choc nie powiem raz wstalam o 9.00 w lekkim szoku, jak tego dokonali.

 

Na plac zabaw w parku lub przed blokiem, coby umeczyc dzieci. Koniec koncow one wymeczaly mnie. Padalam ok 22.00. Jak na mnie mloda godzina. Niestety cierpialam na niedosyt snu. Ilebym nie spala i tak wstawalam niewyspana.

 

Dwa razy prosto z parku wedrowalam do JFK i mego chrzesniaka. Przyjechali w czwartek.

 

Ogolnie strasznie zmarnowana przyjechalam po tym wyjezdzie. Codziennie czulam sie jakbym kompleksowo sprzatala moja chate od gory do dolu, lacznie z myciem okien. Miszelin na obcym terenie strasznie wykancza.

 

Slubnego prosilam, zeby popral ciuchy podczas mojej nieobecnosci. W niedziele dostalam wku...wa.

 

Wracam. W domu nie zrobione nic. Nawet butelki po Terroryscie nie umyl. Smierdzaca won i zielone resztki mleka z butli pozostaly. Zabawki porozrzucane, tak jak rano przed naszym wyjazdem, dzieci zostawily. Plus rzucone na srodek pokoju te, ktore wytargac zdzazyly do salonu. Lawa zalana jakas lepka mazia. Cola podobno. Stol zawalony jakimis papierami i innymi duperelami, walajacymi sie w kurzu. Krzesla obwieszone ciuchami. Blat kuchenny w nieladzie. W lodowce garnek z resztka zupy, ktora robilam przed wyjazdem plus puste opakowania, woreczki i papierki po zjedzonych produktach. Smrod i nic wiecej. W chlebaku plesniejace pieczywo....

Szkoda gadac.

 

Pranie oczywiscie nie zrobione. Nawet do piwnicy nie zniesione. Na suszarkach wisialo to, ktore osobiscie powiesilam tydzien wczesniej. A ten mi wmawia, ze on swoje pral. Tylko kurwa, gdzie je wieszal??? I tu juz nie potrafil odpowiedziec. Zreszta wypralam  wszystko co jego zanim wyjechalam.

I mi mowi, ze on zmeczony byl, bo codziennie o 19.00 wracal..., bo nadrabial zaleglosci w pracy..., bo na rodzine zarabial,... bo zeby nie stracic roboty, ... bo....

I sie k...a dziwi, ze ja zla i sie nie odzywam.

 

Ale sie juz odegralam. Nic mu nie piore. Teraz jest w Pradze na spotkaniach. Do piatku. Ale segreguje dokladnie jego ciuchy do jednego brudownika, a reszte do drugiego. Piore moje i dzieci. Zanim wyjechal wstawil sobie pranie. Ja je wyjelam na pralke, wstawilam moje, powiesilam, wstawilam kolejne powiesilam, a jego lezalo caly dzien. Wieczorem zdziwiony odkryl, ze jego lezy zmiete na pralce. I do mnie z tekstem, ze przeciez rano przyniosl mi na gore moje pranie. Raz na rok mu sie zdarza, codziennie rano jest w piwnicy i potem na gore wchodzi, a ja czesto wstawiam na noc i praktycznie codziennie moglby mi jedno wniesc. Ale nie. Nie to nie. Teraz ja przestaje sie martwic nim.

ciernista : :
25 maja 2010, 21:42
podoba mi sie sposób - wypróbuję :) he he he
tylko że mój chłop ma strasznie dużo ciuchów???
22 maja 2010, 18:24
Hardkor z tymi chłopami :/ Chyba się za swojego wezmę i przycisnę ostro, bo widzę podobne skłonności.
moonik1
21 maja 2010, 15:18
Żesz cholera, rozpieściłaś tego chłopa czy zawsze taki był? U mnie nie ma zmiłuj, jak ja wyjeżdżam, to wracam do wysprzątanej chałupy (no, oprócz kuchni, bo tam Men nie daje sobie rady). A jak mi raz wyjechał z tekstem, że on pracuje, to sie zapytałam, czy się chce zamienić i siedzieć z Ludzikiem, bo ja mogę do pracy wrócić i też rodzinę utrzymam. I wymiękł :)
Wu
20 maja 2010, 22:10
czy asiak1812, to jest Ta-Twoja-Asia? mój boszzzz.....i ona z Tobą wytrzymała??
chryste elejson....
Wu
20 maja 2010, 22:06
obgadały....mówisz. no ja Anioł, to się nie martwię :)))


o męża nie dbasz, babo?
nie przeginaj, o jak zaniemożesz albo coś, to Ci nawet skarpetek nie wykruszy...


pozdrawiam z IIIp. :P
19 maja 2010, 23:48
Te chłopy te chłopy - pocieszam się żę nie tylko ja tak mam. Ja czekam na mego jest 23.50 a ten na kolacji - ja wysprzątałam obiad na jutro zrobiłam i cały dzień z dziećmi. A chrześniak przesłodki - po matkach!

Dodaj komentarz