Najnowsze wpisy, strona 34


lut 15 2009 nerwobol
Komentarze: 5
Byl dzisiaj u mnie lekarz. Od wczoraj nie moge sie ruszac. Przewiniecie Kluska = bolowy koszmar. O wzieciu na rece moglam zapomniec.

Bol mnie zlapal wczoraj, ale dalo sie zyc. Nawet dom ogarnelam jako tako. Z pomoca Slubnego, ktory nie bardzo byl zachwycony. Jak to facet. Zanim wzial sie za robote podniosl mi cisnienie.

Ale ja nie o tym. Lewa strona klatki piersiowej. Jakby kto gwozdz mi wbijal. Jakby zaraz mialo mnie rozerwac. Kazdy ruch, to kolejny gwozdz. Przeszywajacy bol. Nawet oddychanie bolalo.

Slubny: "Wezwe lekarza."

Ja: "Przejdzie, bo juz kiedys tak mialam, tylko nie tak mocno."

Slubny: "Wez leki przeciwbolowe, odstaw od cycka na kilka dni."

Ja: " Nie odstawie. Nie po to walczylam o pokarm."

Ale rano juz wcale ruszac sie nie moglam, lzy same lecialy z bolu. Przyszedl lekarz. Wkluczyl sprawy sercowe. Podobno od kregoslupa. Dostalam przeciwbolowe leki. Karmic na szczescie moge. Tyle, ze nadal boli. Owszem moge Mlodego przewinac i wziasc na rece, ale kluje momentami jak diabli.

Chyba za wczorajsza notke mnie pokaralo:(.
ciernista : :
lut 14 2009 klusek
Komentarze: 3
A moj Klusek spi na kanapie. Fotke mu strzelilam:). Bo dokladnie ubrany tak samo jak Starszy. Tyle, ze starszy mial wtedy blisko 6 m-cy. I fotke na fotelu z pilotem w reku. Teraz juz tego fotela nie mamy, i Dawid nie potrafi siedziec, jak wtedy Terrorysta.

Cos czuje, ze letnie ciuszki po Starszym bede mogla odstawic i kupic nowe... wieksze.
ciernista : :
lut 14 2009 walentynki
Komentarze: 2
I wez sie umow, ze Walentynek nie obchodzisz. Zawsze twierdzilismy, ze, badziewie siciagniete z zachodu, sztuczne obnoszenie sie z uczuciami, latanie z wiachami kwiatow, serduszkami, karteluszkami itp. pierdolami.

I masz ci los. Dostalam od Slubnego takaz wiache kwiatowa, trzy dlugie czerwone roze z przyczepionymi krysztalkowymi serduszkami. Dostalam rowniez wisnie w czekoladzie w likierze, upchniete w metalowe pudlo w ksztalcie serca. Plus walentynkowe kubki w myszki z kwiatkami i serduszkami. Takie kubki, ze jak sie zlaczy to pasuja do siebie.

Brrr. A ja nic nie mialam. Zreszrta jak co roku. Bo nie obchodzilismy Walentynek. Bo ponoc bez sensu.

Kwiaty stercza w wazonie i mnie draznia - ja nie znosze kwiatow. Owszem lubie... moment wyrzucania ich do smieci.

Dolaczone serduszka zalatuja tandeta - coz przywilej swieta.

Czekoladek zjesc nie moge, bo karmie.

A kubki... Hmmm, ladnie wygladaja. Ale ja lubie olbrzymiaste kubole, z ktorych pije sie i pije i szybko plyny sie nie koncza. A te... male, jeden, coby sie dopasowal do drugiego, wyciety w polokrag.

E tam. bez sensu. No postaral sie moj Slubny, ale niepotrzebne to bylo.

Zreszta kubki i kwiaty wzial od mamy z kwiaciarni:).
ciernista : :
lut 13 2009 13 piatek...
Komentarze: 2
...moj zywiol. Uwielbiam ta date. W koncu urodzilam sie 13 w piatek:).

I cos w tym jest. Wstalam dzisiaj przed dziecmi, co mi sie nie zdarza. Bom ja straszliwy spioch jestem. A dzisiaj wstalam:). Mam checi do zycia. Chce mi sie cokolwiek robic.

I pewnie dlatego juz o 10.00 bylam na spacerze z Mlodszym. I mialam wstawione drugie pranie. Teraz kolejne sie pierze. A ja tryskam energia, ktora wyladowuje przed laptopem piszac i czytajac:).

Uhh... jak ja lubie piatki trzynastego...., az mnie nosi:))))

Ciekawe tylko jak dlugo?
ciernista : :
lut 13 2009 kryzys dwulatka
Komentarze: 0
Spacer zaliczony. Teraz dziecie spi przy otwartym oknie, w kombinezonie rzecz jasna. Jak wrocilismy ze spacerku przenioslam malucha na lozko i tak sobie kima:).

Juz sie cieszylam, ze dawidowe kolki sie koncza. Niestety wczoraj wieczorem zaczelo sie. Meczyl sie, prezyl, wydzieral. Ja mam wyrzuty sumienia, ze cos zjadlam [a praktycznie nie jem nic poza gotowanym miesem, marchewka, ziemniakami, ryzami i makaronami, chlebem z dzemem wzgledie chuda wedlina, na ktora patrzec nie moge. i to wsjo], Slubny dopytuje, co jadlam.

Postanowilam zrobic Kluskowi usg brzucha. I umowilam sie na wtorek. Jakby wczesniej miejsce sie zwolnilo, mila pani obiecala zadzwonic. Tyle ze numeru mojego nie wziela:) jak tak sobie teraz mysle. Ale damy rade do wtorku. Najwazniejsze, ze przed wyjazdem do Rodzicow.

A bo wreszcie moge jechac:)))))!!!!! 19 lutego Slubny mnie zawozi:). Na 10 dni:). Mam nadzieje, ze Tata przezyje nalot szaranczy, bo nadal slaby, ale chyba za corcia sie stesknil:). No i zobacza wreszcie nowego czlonka rodziny:)

A Terrorysta przechodzi kryzys dwulatka. Wszystko na "nie". Metoda jest prosta. Jak chcemy, zeby cos zrobil, trzeba powiedziec "Nie sprzataj zabawek." Wtedy leci i uklada. Albo dzisiaj rano po raz pierwszy w zyciu moj lekoman maly nie chcial syropu lyknac. "To ja ci nie dam. Wylewam." i juz stal z otwartym dziobem:)

Trzeba przetrwac. I kolki i upor Terrorysty.

Wczoraj zabralismy mu zabawki, ktore lezaly w salonie. Mial czas na sprzatniecie. Nie dzialalo nawet negowanie sprzatania. Slubny wzial zebral i wynosl, mowiac, ze odda innym dzieciom. Ryczal i krzyczal, ale nie ustapilismy. Tylko najgorsze z tego jest to, ze Slubny wystawil tylko na schody, a po chwili wychodzili do babci i smarkactwo widzialo, ze zabawki nie zniknely. Len z tego Slubnego.
ciernista : :